Pierwszy mąż zgwałcił jej córkę. Drugi pozwolił, by z dziećmi znalazła się na bruku. Nie ma siły walczyć…
Stała na ulicy. W deszczu i wietrze. Przyciskała do piersi dziewięciomiesięczną Natalkę. Starsze dzieci – Kamilka i Bernard – patrzyły w milczeniu na matkę.
- To już do domu nie wrócimy? – spytał synek.
Tamta kobieta zmieniła zamki. Klucz nie pasował. Przyjechali policjanci. Zofia pokazała im dowód osobisty, w którym wpisany był adres zameldowania jej i dzieci – Gdańsk, ul. Chałubińskiego. Ale kobieta, żyjąca w drugim pokoju pokazała funkcjonariuszom inny dokument, świadczący o tym, że Zofia została nielegalnie zameldowana.
Została na bruku.
- Życie Zofii to jedno pasmo nieszczęść – twierdzi Grażyna Konopka, która pomaga chorej, znerwicowanej kobiecie. – Pozwoliłam jej przenocować u siebie.
Zofia pochodzi spod Starogardu. Pierwsze małżeństwo zakończyło się rozprawą sądową. Mąż został skazany na trzy lata więzienia za zgwałcenie jedenastoletniej córki.
- Rozwiodłam się i musiałam uciekać – wspomina Zofia. – Mieszkaliśmy w jego domu, razem z jego rodziną. Powiedział, że mnie i córce nigdy nie wybaczy tego, że złożyłyśmy skargę.
Z trójką dzieci przychodziła na rozprawy do sądu. Tam spotkała miłą, starszą panią z parafii na Chełmie. – Mam dla ciebie kandydata na męża – powiedziała starsza pani.
- Nie wiem, czy będę mogła – odpowiedziała.
Zbigniew przyjechał z żywnością i prezentami dla dzieci. Powiedział, że jest po rozwodzie, mieszka w Gdańsku. Potem przyjeżdżał coraz częściej. Dzieci go zaakceptowały. I ona też. Wiedząc, że były mąż lada chwila wyjdzie z więzienia, zdecydowała się na wyjazd do Gdańska.
Najpierw miała zamieszkać u starszej pani. Bo on – mimo rozwodu – był zameldowany wspólnie z pierwszą żoną i córką w bloku przy ul. Chałubińskiego.
- Przekonał mnie, że mieszkanie jest jego, dorosła córka za granicą – mówi Zofia. – Zabrałam dzieci i się wprowadziłam. Wzięliśmy ślub.
Najstarsza córka, skrzywdzona przez byłego męża trafiła do szkoły z internatem. – Musiałam ją ukryć – mówi Zofia.
W jedenastometrowym pokoiku Zbigniewa mieścili się najpierw w czwórkę, a później – gdy na świat przyszła Natalka z drugiego związku – w piątkę. Starsze dzieci zaczęły chodzić do szkoły w Gdańsku. Bernard uczy się się w klasie sportowej, ćwiczy judo, bierze udział w zawodach. Dziesięcioletnia Kamilka jest już w trzeciej klasie…
Natychmiast po wprowadzeniu się Zofii doszło do konfliktów. Ewa, pierwsza żona Zbigniewa, zarzuciła mu, że nielegalnie zameldował drugą małżonkę.
- Zrobił to bez mojej zgody – twierdzi pani Ewa. – Zniszczyli mi całe mieszkania, na dodatek nie płacili za swoją część. W tym domu tylko ja pracuję. Groziła nam eksmisja, ale spłaciłam wszelkie długi i zażądałam wymeldowania tej pani z dziećmi.
I tak decyzją Wydziału Spraw Obywatelskich Urzędu Miasta Gdańska od 8 września 2000 roku meldunek Zofii został uznany za nieważny.
- Przestało się układać między mną a mężem – mówi Zofia. – Widocznie uznał, że jesteśmy dla niego zbyt dużym kłopotem. Ubliżał mi już w czasie ciąży. Potem zaczął bić.
Zofia pokazuje pismo ze szkoły Bernarda do Sądu Rodzinnego i Nieletnich. Dyrektor i pedagog zaświadczają, że Zofia jest opiekuńczą matką. Piszą o awanturach i interwencji inspektora ds nieletnich z pobliskiego komisariatu, który nadał bieg sprawie o psychiczne znęcanie się Zbigniewa nad rodziną.
W ostatnią sobotę stycznia zamki w drzwiach zostały zmienione. Ojciec Natalki nie zareagował, gdy z pasierbami i żoną jego maleńka córeczka została pozbawiona domu. Mimo własnych kłopotów i ciężkiej sytuacji Zofii pomogła Grażyna Konopka. Wzięła do siebie, nakarmiła, dala dach nad głową. Na jak długo?
Zofia kilka dni później zemdlała w redakcji. Trafiła do szpitala. Jest kłębkiem nerwów.
- Po raz kolejny przegrałam – płacze Zofia. – I tylko dzieci żal…
Ofiara przemocy
Mówi Teresa Stachak-Kulczyńska, Grupa Wsparcia dla Kobiet – Ofiar Przemocy Domowej:
- Zofia od lat jest ofiarą przemocy domowej i trzeba było objąć ją programem ,Niebieskiej Linii”. Pierwszy mąż skrzywdził ją i jej córkę, drugi potraktował jak przedmiot. Teraz, gdyby nie pomoc obcej osoby, zostałaby na ulicy z trójką dzieci. Trzeba robić wszystko, by ta kobieta nie musiała iść do schroniska. To dobra, troskliwa matka, która nie umie walczyć o swoje prawa.
Autor artykułu: Dorota Abramowicz